>> niedziela, 11 stycznia 2009 16:55:32
Yh..
komentarze [0]

... >> poniedziałek, 15 września 2008 20:54:07
Omg....
komentarze [2]

Rozdział IX "Na przekór rodzicom" >> poniedziałek, 14 lipica 2008 17:51:30
Malfoy przez chwilę milczał.
-Co? To niemożliwe... nie sądzisz, że za szybko? Na wykonanie tego zadania potrzeba czasu.
-Wiem o tym. Czarny Pan powiedział, że będę wiedziała kiedy mam zacząć działać. I wydaje mi się, że to właśnie teraz muszę coś zrobić.
-Na razie nic nie rób. Poczekamy jeszcze trochę i zobaczymy. - oznajmił spokojnie, na co Hermiona potwierdziła skinieniem głowy, że się z nim zgadza. - Teraz trzeba coś zrobić z Vanessą... Nie uważasz, że się głupio zachowałaś? Nate może zerwać z Tobą zaręczyny.
-Nie zrobi tego. Zależy im na tym, by połączyć dwie rodziny. Możemy się zaraz o tym przekonać. - odezwała się i oboje wyszli z dormitorium. Ślizgoni patrzyli się na nią ze strachem w oczach. Nikt chyba się tego nie spodziewał, po byłej kujonce z Gryffindoru. Tak jak myślała Nate i Vanessa, która nadal była nieprzytomna, przebywali w pokoju wspólnym.
-Witaj, Nate. - przywitała się brunetka, podchodząc do niego i spoglądając na Vanesse, która leżała na kanapie.
-Hermiono, wiesz, co się z nią stało? - zapytał
-Hm... wiem, ponieważ przeze mnie teraz jest w takim stanie. - odpowiedziała na zadane pytanie, jakby nic się nie stało.
-Ah, co moja siostra tym razem zrobiła?
-Obraziła mnie, można by też stwierdzić, że moją rodzinę także. Chyba rozumiesz, że nie mogłam tego tak zostawić.
-Tak, jasne. Jak dojdzie do siebie to z nią porozmawiam. - oznajmił poważnie. Hermiona podeszła do niego i pocałowała go w policzek. Następnie odeszła i wróciła do swojego dormitorium. Denerwowała ją ta cała rodzina Sandersów. Była zła, że rodzice za nią decydowali, kto ma zostać jej mężem. W porządku, był przystojny, nawet bardzo, czysta krew, no i majątek, ale to wszystko. Po chwili do pokoju wszedł Draco Malfoy.
-Pukać nie umiesz? - syknęła. W następnej chwili jej rysy złagodniały, gdy go zobaczyła. Wpadła na genialny pomysł. Nie będzie robiła tego, co każą jej rodzice.
-Przyszedłem, żeby porozmawiać o tym zadaniu. - oznajmił, zdziwiony tym, że Hermiona bez przerwy mierzy go wzrokiem, jakby oceniała.
-Yhm, jutro. - odpowiedziała i zaklęciem zamknęła drzwi. Draco nie wiedział co się dzieje, nie miał najmniejszego pojęcia o co chodzi Hermionie. Podeszła do niego i wzięła go za rękę. Gdy stali już blisko łóżka, dziewczyna odwróciła się w jego stronę i zaczęła rozpinać jego koszule.
-Ty tego chcesz? - zapytał. Był zszokowany, gdyż Hermiona jeszcze niedawno krzyczała na niego, gdy tylko wspomniał, że chce się z nią przespać. Coś było nie tak, ale teraz go to nie interesowało. Skupił się wyłącznie na tym, co się właśnie działo. Brunetka nie odpowiedziała na zadane pytanie, tylko pocałowała go w usta. Zdjęła z niego koszule i oboje położyli się na łóżku. Całowali się zachłannie, jakby to miał być ich pierwszy, a zarazem ostatni raz. Stosunek nie trwał zbyt długo, ale krótki także nie był. Gdy skończyli Draco położył się obok niej i oboje spojrzeli w górę.
-Było cudownie, ale nadal nie rozumiem, jak to się stało, że do tego doszło. - odezwał się po chwili.
-Bardzo proste. Nie zamieram robić tego, co każą mi rodzice. Teraz zrobiłam coś na przekór im... - odpowiedziała. To było jej pierwsze takie doznanie. Z nikim jeszcze tego nie robiła, ale spodobało się jej. Nie chciała się przyznać Draco, ale ona także uważała, że było cudownie.
-Musisz już chyba iść. - powiedziała, podnosząc się z łóżka.
-Nie, zostanę tutaj. - odrzekł, będąc cały czas na łóżku.
-Nie. Nie chcę, by ktokolwiek zobaczył Ciebie, jak nad ranem wychodzisz z mojego dormitorium.
-A co w tym złego? - zapytał zirytowany.
-Nie chcę, by ktokolwiek dowiedział się o tym, że z Tobą spadałam. Ty również masz nikomu nie mówić.
-Bo co? Wszyscy by się dowiedzieli, że jestem najlepszy, bo jako jedyny przeleciałem Hermionę White. - uśmiechnął się.
-Nie zrobisz tego! - syknęła zła.
-Założymy się?
-Wyjdź! - krzyknęła w jego stronę, a gdy on stał nadal w tym samym miejscu skierowała różdżkę w stronę drzwi, które się otworzyły. Następnie jakaś niewidzialna siła wypchnęła Malfoya za drzwi.
-Dupek! - powiedziała i wróciła do łóżka.

Draco stał na korytarzu, wpatrzony w podłogę. Zastanawiał się jak mógł do tego doprowadzić. To było jasne, zakochał się. On, Draco Malfoy. Złapał się za głowę. To prawda, już od dawna się nią interesował. Z początku nie mógł jej zaakceptować, gdy się dowiedział, że jest córką White'ów, ale gdy ją poznał, zaczął ją lubić. Zawsze się ze sobą droczyli, ale to dlatego, że on miał już taką naturę. A teraz... nawet nie zauważył, że wpadł po uszy. Miał świadomość tego, że nie mogą być razem, ale czy jest w stanie to zaakceptować? "Muszę zapomnieć... o niej, o tej nocy, o wszystkim", postanowił w duchu, a następnie udał się do swojego dormitorium.

Hermionie w końcu udało się zasnąć. Nie wiedziała dlaczego, ale przyszło jej to z wielkim trudem.
Znalazła się w ciemnym pomieszczeniu. Rozpoznała to miejsce. Lord Voldemort musiał coś od niej chcieć. Chwilę później zapaliło się kilka świec. Ujrzała Voldemorta, swojego ojca, Lucjusza Malfoya i jeszcze kilku śmierciożerców, których nie rozpoznawała. Nie chciała tego robić, ale musiała, by ponownie nie dostać zaklęciem Cruciatus za nieposłuszeństwo. Skłoniła się nisko przed Voldemortem, czekając, aż ten się odezwie. Po chwili przemówił:
-Mniemam, że wiesz dlaczego się tu znalazłaś. - zaczął. Nie odezwał się więcej, jakby czekając na potwierdzenie z jej strony.
-Tak, panie. - odpowiedziała.
-Za dwa tygodnie, licząc od dzisiaj chce, by Harry Potter znalazł się w Zakazanym Lesie. Twoim zadaniem jest zaprowadzić go tam. W lesie pojawi się świstoklik, a Ty będziesz musiała doprowadzić do tego, by Potter go dotknął. Draco Malfoy Ci w tym pomoże. Dostanie list z planem miejsca, gdzie się ten świstoklik znajduję. Zrozumiałaś?
-Tak, panie. - odparła, starając się wszystko dokładnie zapamiętać.
-Wiesz, co Cię czeka, jeżeli nie spełnisz mojego rozkazu?
-Tak, panie. - wzdrygnęła się na samą myśl o tym, co zdarzyło się ostatnio, gdy mu się sprzeciwiła.
-W razie czego masz pisać do swojego ojca. To wszystko na dzisiaj. - oznajmił, a Hermiona zaczęła jakby oddalać się od tego miejsca. Wszystko zrobiło się takie niewidoczne...

C.D.N

Wiem, wiem... nie pisałam przez kilka miesięcy. Zabrakło czasu i weny przede wszystkim. Dodałam w końcu ten dziewiąty rozdział. Mam nadzieję, że się podobało, to co napisałam.
Pozdrawiam wszystkich czytelników tego bloga!
komentarze [7]

>> środa, 2 lipica 2008 15:50:36
...
komentarze [2]

... >> środa, 16 kwietnia 2008 21:34:30
Aj...pisali, że blog porzucony...
Nowy rozdział się pojawi. Niebawem.
Jestem w trakcie pisania ^.^
Nie pisałam z braku czasu, a może z braku weny również?
Czekajcie cierpliwie.

Pozdrawiam.

Megami! ;*
komentarze [9]

Rozdział VIII "Myślisz, że teraz kolej na ostatnie, uśmiercające zaklęcie? " >> wtorek, 12 lutego 2008 15:06:49
Witam.
Notka z dedykacją dla Mrs-Malfoy



Gdy Hermiona miała wejść do swojego dormitorium, zrobiło się wielkie zamieszanie. Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi. Mogła jedynie podejrzewać, że znaleźli już Lawender Brown. Zamknęła drzwi i podeszła do Blaisa, który wszedł właśnie do pokoju wspólnego.
-Co się dzieje? - zapytała ślizgonka.
-Nie wiem dokładnie, ale podobno jeden z uczniów został brutalnie pobity.
-Co? Kto? - spytała, udając zdziwienie. Nie wiedziała, że jest taką zdolną aktorką.
-Ktoś z Gryffindoru, ale kto to nie wiem. - odpowiedział i razem wyszli z pokoju wspólnego. Podążali za uczniami, którzy również szli, by zobaczyć co się stało. Na korytarzu, niedaleko zbroi stał tłum ludzi. Hermiona zauważyła Mcgonagall oraz Dumbledore'a i chyba panią Pomfrey. Tak, to musiała być ona. Brunetka była ciekawa na jaki pomysł wpadła Ginny Weasley i co też zrobiła Lawender Brown. Przecisnęła się przez tłum, aż w końcu ujrzała trzy osoby, które pochylały się nad ciałem dziewczyny. Profesor Mcgonagall wyczarowała niewidzialne nosze i umieściła na nich rudowłosą.
Dopiero teraz Hermiona mogła dostrzec jakim zaklęciem gryffonka została potraktowana. Sectusempra. Ginny musiała nauczyć się tego zaklęcia od Pottera. Chciała podsłuchać o czym mówią profesorowie. Usłyszała tylko nazwisko Ginny Weasley. Rozejrzała się dookoła i natknęła się na wzrok Harrego Pottera. W tym wzroku, brunetka zauważyła coś dziwnego... Jakby podejrzliwość.
"Czyżby się domyślał?" - zastanawiała się. "Nie, to niemożliwe... Nikt o tym nie wie prócz mnie i Draco..." Odeszła z miejsca "zbrodni", po czym wróciła do pokoju wspólnego ślizgonów. Przy kominku zobaczyła Vanessę Sanders, która mizdrzyła się do Draco. Podeszła do niego.
-Musimy pogadać. - oznajmiła, nie zaszczycając spojrzeniem brunetki.
-Nie widzisz, że jesteśmy zajęci? - zapytał, macając dziewczynę po tyłku.
-Widzę tylko, że para nadętych idiotów obściskuję się na środku pokoju wspólnego... - odpowiedziała, mierząc Vanessę wzrokiem.
-Odczep się od nas, szlamo! - wysyczała w stronę Hermiony, a ta uderzyła ją w policzek.
-Jak myślisz? Która z nas bardziej przybliża się do bycia szlamą? Z pewnością jesteś to Ty. - niewiele osób potrafiło zdenerwować Hermionę. Pana Sanders była jedną z nich.
-Coś może sugerujesz? - spytała przyszła pani Malfoy, podchodząc bliżej do ślizgonki. Nadal trzymała się za piekący, już czerwony policzek.
-A jak myślisz? Ups, sorry sprostowanie, przecież Ty nie myślisz. - oznajmiła i w tym momencie została pchnięta brutalnie przez Vanessę.
-Jak śmiesz? CRUCIO! - krzyknęła Hermiona pod wpływem chwili. Była za bardzo zdenerwowana, by się opanować. Zapomniała o tym, że nie jest sama w pokoju wspólnym. Patrzyła jak dziewczyna wiję się z bólu na podłodze. Nie zamierzała przestać. Draco podbiegł do Hermiony i pozbawił ją różdżki.
-Ann! - zawołał dziewczynę i ta, gdy otrząsnęła się z szoku podbiegła do niego. - Zaprowadź ją do dormitorium. Pilnuj, żeby stamtąd nie wyszła, dopóki nie przyjdę.
-Dobrze. - wzięła dziewczynę pod rękę i przeszła przez pokój, gdzie uczniowie stali w osłupieniu, wpatrując się w całą tą sytuację.
Malfoy kazał dwóm swoim gorylom, by poszli poszukać Nate'a i go tu przyprowadzili.
-Co się tak gapicie? - wrzasnął do uczniów, którzy zostali w pomieszczeniu. - Wracać do swoich spraw.
Wziął Vanessę, po czym położył ją na kanapie. Była nieprzytomna, ale wielkich obrażeń nie miała. Pozostawił ją samą i zmył się, zanim przyszedł brat ślizgonki.

Brunetka znalazła się w swoim dormitorium. Była lekko oszołomiona, ale nie żałowała tego co zrobiła. Ann siedziała na łóżku i spoglądała na swoją przyjaciółkę. Była zdziwiona jej zachowaniem. Po chwili otworzyły się drzwi i ukazała się sylwetka Draco Malfoya.
-Co Ty sobie wyobrażasz? Użyłaś zaklęcia niewybaczalnego przed wieloma uczniami. A jeśli się wyda, to co zrobiłaś?
-Oni raczej nic nie powiedzą. Boję się jednak, że zrobi to Vanessa.
-Co Cię w ogóle opętało? Użyłaś już dwa zaklęcia niewybaczalne w dwa dni...
-Myślisz, że teraz kolej na ostatnie, uśmiercające zaklęcie? - spytała lekko przerażona, a Ann drgnęła.
-Miejmy nadzieję, że nie. O czym chciałaś ze mną porozmawiać?
-To ja może już pójdę. - odrzekła blondynka. - Zobaczymy się jutro rano. - oznajmiła, a następnie wyszła z dormitorium.
-Więc?
-Dostałam ogólnie dwie wiadomości od Czarnego Pana. W jednej z nich było o Ginny. To zadanie już wykonałam. Druga wiadomość dotyczyła Pottera. To właśnie wtedy znalazł mnie Blais na podłodze. Czarny Pan kazał mi przyprowadzić go do niego. Wydaję mi sie, choć nie jestem pewna, że nadszedł czas na drugie zadanie...

C.D.N

I jak? Podobało się? Notka wyjątkowo szybko się pojawiła. ;)
Następny rozdział pojawi się pod koniec miesiąca. Może wcześniej? Zobaczymy ^^

Pozdrawiam.

Megami! ;*
komentarze [25]

Rozdział VII "Zaklęcie niewybaczalne" >> piątek, 1 lutego 2008 19:55:24
Znalazła się w swoim dormitorium i chciała chwilę pomyśleć. Ktoś jednak wszedł do jej pokoju. Był to Draco Malfoy.
-Zostaw mnie. - powiedziała, gdy go ujrzała.
-O co Ci chodzi? - spytał zirytowany.
-Chcę zostać sama. - spojrzała w jego niebieskie oczy.
-Coś się stało? - zapytał, siadając obok niej na łóżku.
-Tak, dużo się stało. - schowała twarz w dłoniach. Malfoy klęknął przed nią i odsłonił twarz. Miała łzy w oczach. Chyba po raz pierwszy od kiedy zaczął się z nią przyjaźnić płakała.
-Powiedz...
-Otrzymałam zadanie. Muszę rzucić Imperiusa na Ginny Weasley. I kazać jej, by napadła na jakiegoś ucznia. Jeżeli tego nie zrobię do godziny 15.00...
-Pomogę Ci. - uśmiechnął się z nutką satysfakcji.
-Nie musisz, poradzę sobie. - odpowiedziała udając, że jest pewna, że jej się uda.
-Tak, oczywiście. Jeśli nie chcesz mojej pomocy to idę. Cześć. - powiedział, wstając i zmierzając do wyjścia. Hermiona nie wiedziała co robić. Z jednej strony wiedziała, że bez niego nie da rady tego zrobić, ale z drugiej - nie chciała by Draco uznał, że jest słaba. Bała się też, że chłopak będzie chciał coś w zamian. Gdy miał już wychodzić stanęła przed nim, zagradzając mu drogę.
-Ok, pomóż mi, ale nie licz, że wybaczę Ci to co zrobiłeś, że mnie szpiegowałeś. Nie dostaniesz także nic w zamian.
-No dobra - Jak sobie życzysz. Słuchaj...; - złapał ją za ramiona. - Przyprowadzisz tą rudą do toalety na trzecim piętrze. Ja tam będę czekał i ją złapię by nie uciekła. Wtedy Ty rzucisz na nią Imperiusa i rozkażesz, by zaatakowała jakiegoś ucznia z Hogwartu. Najlepiej gryffona.
-Dobrze.
-Radziłbym Ci się spieszyć. Nie mamy za dużo czasu.
Hermiona kiwnęła głową, po czym wyszła ze swojego dormitorium. Musiała ją znaleźć. - Czym ja się tak denerwuję? Przecież jej nienawidzę. - Wmawiała sobie. Korytarze były pełne uczniów, którzy zmierzali do Wielkiej Sali na obiad. Miała wielkie szczęście, spotykając po drodze młodą Weasleyównę. W dodatku samą...
-Ginny. - zawołała ją. - Możemy pogadać? - zapytała, udając, że jest to dla niej bardzo ważne.
-Tak. - odpowiedziała rudowłosa, myśląc, że po tej rozmowie znów będzie tak jak kiedyś.
-Choć gdzieś, gdzie będziemy mogły spokojnie porozmawiać. - odparła, a Ginny kiwnęła twierdząco głową.
Chwilę później znalazły się w toalecie na trzecim piętrze. Brunetka puściła gryffonkę przodem i gdy obie weszły, zamknęła drzwi zaklęciem, by nikt nie mógł im przeszkadzać.
-O co chodzi? Czemu zamykasz drzwi? - zapytała i w tym samym czasie została złapana od tyłu przez Malfoya.
-Puść mnie! Co wy robicie? - zaczęła głośno krzyczeć.
-Silencio! - ślizgonka wypowiedziała zaklęcie, dzięki czemu nie było słychać krzyków dziewczyny. - Przykro mi, ale muszę to zrobić. Jeśli tego nie zrobię, zostanę ukarana przez swojego ojca, a tego nie chcę. - Hermiona z niewiadomych powodów stała się inna. Nie była przestraszonym dzieckiem tak jak wcześniej. - Imperio! - powiedziała, a Ginny przestała się szamotać. - A teraz grzecznie pójdziesz na dół i zaatakujesz jakiegoś ucznia z Gryffindoru. Nikt nie może Cię zobaczyć. Gdy wykonasz zadanie masz wrócić tutaj z powrotem. Z ofiarą możesz zrobić co chcesz. Zdaję się na twoją wyobraźnię. Zrozumiałaś?
-Tak. - odpowiedziała, po czym wyszła z łazienki.
-Wow! Nie spodziewałem się, że pójdzie Ci tak łatwo - pogratulował jej.
-Ja też nie...
-Teraz musimy tylko czekać, aż tu wróci. - wyjaśnił Draco, podchodząc do niej bliżej. - Mamy trochę czasu, więc może się zabawimy?
-Ok. - oznajmiła i wrzuciła go do wielkiej, okrągłej wanny, pełnej bąbelków.
-Myślisz, że Ci ujdzie to na sucho? - uśmiechnął się ironicznie, wynurzając się z wody. Ślizgonka nie zdążyła zapytać co ma na myśli, ponieważ została wciągnięta do wody.
-Co Ty sobie wyobrażasz? - oburzyła się Hermiona, zapominając o wcześniejszej sytuacji, która tu miała miejsce.
-To Ty zaczęłaś. - powiedział, gdy dziewczyna miała zamiar wyjść z wanny. Złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Chciał ją pocałować, lecz nie pozwoliła mu na to.
-To, że mi pomagasz nie znaczy, że od razu pójdę z Tobą do łóżka. Jak jesteś tak bardzo tego spragniony to idź do Parkinson. Przyjmie Cię z otwartymi rękami. - Wyszła z wody i jednym zaklęciem wysuszyła swoje ubranie.
-Co ty taka oschła jesteś? - spytał, zdziwiony tym, że Hermiona go spławiła. Jeszcze żadna z dziewczyn tego nie zrobiła. Ona była pierwszą. Nie odpowiedziała. Udała jakby tego pytania nie usłyszała. Żadne z nich już się nie odzywało. W milczeniu czekali na przyjście Ginny Weasley. Po 20 minutach w końcu otworzyły się drzwi i do łazienki weszła rudowłosa dziewczyna.
-I jak? - zapytała Hermiona nowo przybyłą.
-Zrobiłam jak kazałaś. - odpowiedziała bezbarwnie.
-Czy ktoś Cię widział? - wtrącił się Draco.
-Nie.
-Kogo zaatakowałaś?
-Lawender Brown z Gryffindoru.
-Dobrze. - oznajmił Malfoy. - Teraz musimy wyczyścić jej pamięć. - machnął różdżką i było po wszystkim. - Imperius przestanie działać za kilkanaście minut, więc musimy się stąd zmywać.
-Zostań tu. - rozkazała Hermiona, Ginny, po czym wyszli.
-Udało się. - uśmiechnął się blondyn.
-Tak, dzięki za pomoc. Ciekawa jestem co jej zrobiła i co teraz się stanie...
-Też jestem ciekaw. Ale afera będzie... Napaść na ucznia. Będą szukać osoby, która to zrobiła i na pewno złapią tą Weasleyównę. - zaśmiał się szyderczo.
Doszli do domu wspólnego Slytherin i każde poszło w swoją stronę.

Jak widać dodałam nowy rozdział. Miał pojawić się wcześniej, ale nie miałam czasu... Przepraszam, że na razie nie wchodzę na wasze blogi, ale gdy tylko znajdę choć trochę wolnego czasu na pewno to zrobię.
To tyle.
Pozdrawiam wiernych czytelników tego bloga.

Megami! ;*
komentarze [11]

Informacja! >> poniedziałek, 10 grudnia 2007 07:29:14
Siemka! Notka miała pojawić się w sobotę, ale były jakieś problemy z mylogiem. Przynajmniej u mnie... Obiecuję, że jak znajdę trochę czasu, dodam kolejny rozdział. Na pewno pojawi się przed świętami ;)
Dobra... to tyle :P
Ja spadam do szkoły xP

Cya ;*

Megami! ;*
komentarze [27]

Rozdział VI "Skrzydło szpitalne" >> sobota, 24 listopada 2007 21:05:12
Jak najszybciej mógł wybiegł z dormitorium dziewczyny i zaczął zmierzać przez pokój wspólny ślizgonów do skrzydła szpitalnego. Po drodze spotkał Draco, który gdy tylko zauważył Hermionę leżącą w rękach chłopaka zaczął do nich biec.
-Co jej się stało, Blais? - zapytał przerażony.
-Nie wiem. Nie mam cholernego pojęcia co się stało... - odparł brunet, bojąc się o stan dziewczyny. Oboje chwilę później znaleźli się w SS. Blais położył ślizgonkę na łóżku, a Draco poszedł po p. Pomfrey, która przebywała w swoim gabinecie. Brunet nie wiedział co ma myśleć. "Co jej mogło się tam stać?" - zadawał sobie pytania. Zaprzyjaźnił się z nią bardzo w te wakacje. Nie mógł sobie wybaczyć tego co robił jej wcześniej. Jeszcze jak wszyscy uważali ją za szlamę. Wyzywał ją bez przerwy. Nie myślał w ogóle o tym, że ona też ma uczucia. Miał wyrzuty sumienia... i to ogromne, mimo tego, że Hermiona mu już dawno wybaczyła. Pielęgniarka wbiegła do sali i od razu zajęła się nieprzytomną dziewczyną. Zbadała ją, a po chwili zapytała.
-Widzieliście kto ją potraktował zaklęciem Cruciatus? - była przerażona. Jeszcze nigdy nie zdarzył się taki przypadek. Dwójka ślizgonów nie była w stanie nic powiedzieć. Obaj mieli szeroko otwarte oczy.
-Jest pani pewna? - spytał powoli Malfoy.
-Jestem pielęgniarką. Nie zadawaj takich głupich pytań...
-Znalazłem ją w jej dormitorium. Była nieprzytomna, więc szybko zaniosłem ją tutaj. - odrzekł - Kto mógł na nią rzucić Crucio? - zwrócił się w stronę blondyna tak, że tylko on go usłyszał.
-Nie wiem... - odpowiedział. On jednak zaczął się domyślać. "Czyżby to był Czarny Pan? Ale czy nie jest za wcześnie?" - zastanawiał się przygnębiony. Spojrzał na Hermionę, która miała zamknięte oczy. "Ona nie jest gotowa..."

Dziewczyna zaczęła się budzić. Otworzyła powoli oczy. Było strasznie jasno. Rozejrzała się dookoła i zorientowała się, że jest w SS. Ktoś trzymał ją za rękę. Była to Ann. Blondynka, gdy tylko spostrzegła, że ślizgonka się obudziła zaczęła ją mocno tulić do siebie.
-Hermi! Nie strasz mnie więcej. - powiedziała.
-Co się stało? - zapytała, nie wiedząc co jest grane. Potrzebowała kilku minut by sobie wszystko przypomnieć. Sen... Voldemort... Ojciec... i Crucio... - Ja nie mogę tego zrobić. Nie dam rady. - zaczęła panikować.
-Hermiono uspokój się. Czego nie możesz? - Ann chciała ją jakoś uspokoić, ale nie mogła wymyślić nic sensownego.
-Nie nic. - opanowała się. Nie może o tym nikomu powiedzieć. Jeszcze nie. - To był tylko koszmar.
-Kto Ci to zrobił? - spytała ciekawa.
-Nie wiem. Nie pamiętam. - Tak naprawdę to kłamała. Źle się czuła ze świadomością, że okłamuję swoją przyjaciółkę, ale nie miała wyboru. "Może Czarny Pan nie chce, by ktokolwiek dowiedział sie co mam zrobić?" - mówiła sobie. Ann chciała coś powiedzieć, ale do SS ktoś wszedł. Pewien blondyn o szaro-niebieskich oczach. Hermiona przeklęła pod nosem.
-Wyjdź stąd! - odezwała się do niego.
-Musimy pogadać. - oznajmił Draco, podchodząc coraz bliżej.
-Nie mamy o czym.
-Owszem, mamy. Ann, mogłabyś wyjść? - zwrócił się do blondynki, która po chwili wstała z krzesła.
-Ann, nie rób tego! Nie zostawiaj mnie samej... z NIM! - powiedziała brunetka, patrząc na nią. Ona jednak zaczęła iść w stronę wyjścia. - Przyjaciółka... - prychnęła.
-Przyjdę do Ciebie później. - oznajmiła.
-Nie musisz! - obraziła się na nią i założyła ręce na klatkę piersiową. Odwróciła głowę w stronę okna. Nie miała zamiaru patrzeć na ślizgona. On jednak nie lubił, gdy ktoś go ignorował. Złapał ją za rękę i pociągnął do siebie, by na niego spojrzała.
-Odczep się, dobra? - zwróciła się do niego zła.
-Musimy porozmawiać. - rozluźnił trochę uścisk.
-Niby o czym? Myślałam, że jesteś moim przyjacielem, albo raczej dobrym znajomym. Myliłam się co do Ciebie... I to bardzo. - oznajmiła, spoglądając w jego oczy.
-Przykro mi. To jest teraz jednak nieistotne. - chciał coś jeszcze powiedzieć, ale Hermiona mu przerwała.
-Nieistotne?! Nieistotne?! - oburzyła się.
-Tak. Musimy pogadać o czymś ważniejszym. A mianowicie o Twoim śnie. - oznajmił i puścił jej rękę, po czym usiadł na krześle na którym jeszcze tak niedawno siedziała Ann.
-Co? Skąd... skąd Ty... - zaczęła brunetka, nie mogąc się wysłowić. "Czy on o wszystkim wie?"
-Czarny Pan, prawda? Chce byś coś dla niego zrobiła? - ślizgonce przypomniał się cały sen. Jak Lord Voldemort kazał jej przyprowadzić do niego Harrego Pottera, a potem zaklęcie Cruciatus, które zostało na nie rzucone z rąk ojca. Nigdy nie pomyślałaby, że Tom White mógłby zrobić coś takiego własnej córce. W wakacje przebywała z nim dość często, by go poznać. Uważała go za wzorowego ojca i męża. A teraz?
-Skąd o tym wiesz? - zapytała niepewnie.
-Czarny Pan także przekazał mi informację. Nie powiedział komu, ale kazał pomóc w doprowadzeniu Pottera do niego. Nie spodziewałem się, że tym kimś będziesz Ty... - powiedział, myśląc że tylko ona to usłyszała. Był w błędzie. Za drzwiami stała pewna rudowłosa osoba, która chciała odwiedzić Hermionę. Była bliskim przyjacielem Harrego i musiała mu o tym natychmiast powiedzieć. - Co takiego się stało, że oberwałaś Crucio? - spytał ciekawy.
-Sprzeciwiłam się mu. - odpowiedziała.
-Nie mu, tylko Czarnemu Panu i nie sprzeciwiaj się więcej. Nie radzę. - wyjaśnił i wstał. Miał już wychodzić, gdy brunetka złapała go za lewą rękę. Podniosła ją i obejrzała. Nie zobaczyła nic, co by ją zainteresowało. Znaku nie było.
-Rozumiem... Wiesz już kiedy wstąpisz w jego szeregi? - zapytała.
-Prawdopodobnie wcześniej niż Ty. - odrzekł dumnie, a następnie wyszedł ze skrzydła.
Hermiona nie mając co ze sobą zrobić postanowiła dalej spać. Noc miała bardzo spokojną.
Nad ranem zbudziło ją pukanie do okna. Otworzyła powoli oczy i wstała z łóżka. Ujrzała sowę, która trzymała w dziobie list. Była pewna, że to do niej, gdyż nikogo innego w SS nie było. Podeszła do okna i otworzyła je. Sowie wyleciała z dzioba koperta i chwilę później odleciała. Dziewczyna podniosła z podłogi kopertę i zaczęła ją czytać. Nadawcą był Tom White, jej ojciec.

Hermiono,
Pamiętasz pierwszą wiadomość? Masz to zadanie wykonać jeszcze dziś. Uczyłem Cię tego zaklęcia w wakacje. Myślę, że sobie poradzisz. Jeśli tego nie zrobisz wiesz co Cię czeka. Bądź posłuszna i zrób to. Liczę na Ciebie.

P.S Ten list spali się po 30 sekundach od otwarcia koperty.

Twój ojciec,
Tom White.


Hermiona zaczęła sobie przypominać pierwszą informację. "Muszę rzucić Imperiusa na Ginny Weasley. Jak ja mam to zrobić? A jeśli ktoś mnie zobaczy? Mam kazać jej, by napadła na jakiegoś ucznia. A jeśli on zginie? To będzie moja wina... Czy ja dam radę to zrobić? Ale jeśli tego nie zrobię zostanę ukarana. Nie chcę tego..."
Do sali weszła pani Pomfrey. Zbadała ją i po kilku radach typu... "Masz się nie przemęczać", "Dbaj o siebie" itp pozwoliła jej wyjść.
Ślizgonka z mętlikiem w głowie wyszła z SS, a następnie udała się do lochów. Musiała przemyśleć wszystkie za i przeciw.

No i oto nowa notka ^^ Haha! :P Nikt nie napisał, że prawdopodobnie Blais wszedł do jej dormitorium. Większość z was stawiała na Draco. Nie zrobiłam tego specjalnie, gdyż notka była już dawno napisana. A dodałam ją dzisiaj, bo wcześniej nie miałam czasu. Z resztą... ja nigdy nie mam czasu w tygodniu :P

Notka z dedykacją dla: carolin-zabini-slitherin. Za to, że jest świetną dziewczyną i pisze wspaniałe opowiadanie.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników ;*


Megami!
komentarze [33]

Rozdział V "Chciałem sprawdzić jak smakują Twoje usta..." >> sobota, 17 listopada 2007 17:03:03
Udali się do jej dormitorium. Hermiona weszła pierwsza i skierowała się w stronę łazienki. Nate zamknął drzwi i usiadł na kanapie. Czekał na dziewczynę, ona jednak się nie spieszyła. Spojrzała w lustro. Zastanawiała się nad całym swoim życiem. Nowa rodzina, nowy dom, nowi znajomi... Teraz jeszcze doszła sprawa z Draco i te zaręczyny. To wszystko było dla niej za dużo. Poprawiła włosy, a następnie wyszła z łazienki. Uśmiechnęła się, gdy spostrzegła Nate'a, który wpatrywał się z zaciekawieniem na jej zdjęcie rodzinne, zrobione w wakacje.
-Ty wiesz o wszystkim, prawda? - spytała powoli.
-Chodzi Ci o to czy wiem, że mieszkałaś w mugolskiej rodzinie i że wszyscy uważali Cię za szlamę? - zapytał, a Hermiona kiwnęła twierdząco głową - Tak, wiem o wszystkim.
-Nie przeszkadza Ci to?
-Nie. Przecież tak naprawdę nigdy nie byłaś szlamą. Po prostu nie znałaś swojego prawdziwego życia.
-Tak, to prawda... Wiesz... jakoś dziwnie się czuję ze świadomością, że już niedługo będą nasze oficjalne zaręczyny...
-Dziwnie? Ty nie chcesz tego ślubu? - spytał lekko urażony.
-Nie, nie o to chodzi. Po prostu... ja mam 16 lat, Ty 17. Ślub będzie prawdopodobnie za rok, kiedy Ty skończysz szkołę, a ja wrócę do szkoły, na ostatni rok jako mężatka. Czy nie jesteśmy na to za młodzi? - Nate tylko wzruszył ramionami. Nie wiedział co ma na to odpowiedzieć.
Usłyszeli pukanie do drzwi. Ślizgonka podeszła do nich, a następnie je otworzyła. Był to Draco, który gdy ją zobaczył złapał ją za tył głowy i zaczął namiętnie całować. Dziewczyna była w ogromnym szoku. Jej ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie mogła się ruszyć. Otworzyła szeroko oczy. "Nate. Nate jest w pokoju i to wszystko widzi." Odepchnęła go od siebie i zaczerpnęła powietrza.
-Co Ty sobie wyobrażasz? - zaczęła na niego krzyczeć wkurzona. Nie wybaczyła mu jeszcze tego co zrobił.
-A jak myślisz? - odparł ironicznie. Nate stanął obok brunetki i zaczął gniewnie wpatrywać się w Malfoya. Najwięksi wrogowie. Nienawidzili się od początku... Hermiona już zamierzała skoczyć na niego z rękami, ale Nate ją powstrzymał. Wolał zrobić coś innego, by odegrać się na ślizgonie. Wziął brunetkę w swoje ramiona i pocałował ją. Nie był to zachłanny, lecz delikatny, namiętny pocałunek. Chłopak wiedział, że na to wszystko patrzy Draco i jest wściekły. Ależ to musiało być przyjemne uczucie... satysfakcja. Był pewny, że młody Malfoy czuję coś do dziewczyny. Powinien to wykorzystać. Blondyn odszedł z tego miejsca wściekły jak i przegrany. Był zły. Nie dość, że nie powiódł się jego plan to jeszcze był u niej Nate. "Co on tam robił? - zastanawiał się.
Hermiona miała już dość. Odepchnęła Nate'a.
-Oszalałeś? Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała pełna wyrzutów.
-Chciałem sprawdzić jak smakują Twoje usta.
-I co? Sprawdziłeś? - zapytała wkurzona.
-Oczywiście. - odpowiedział, pocałował ją w policzek, a następnie wyszedł z jej dormitorium.
-Wrrr... - Hermiona trzasnęła drzwiami i podeszła do biurka. Sięgnęła paczkę papierosów i wyjęła jednego, by zapalić. Palenie ją uspokajało. Zaciągnęła się.
Wykąpała się i poszła spać. Było jeszcze wcześnie, ale ona była zmęczona po tym całym dniu pełnym niespodziewanych zdarzeń.

Znowu miała sen. Jakby Voldemort przekazywał jej kolejną informację.
Znalazła się w tym samym miejscu co poprzednio. W starej chacie, gdzie na fotelu siedział Czarny Pan. Tym razem był ktoś jeszcze. Jej ojciec Tom White.
"Co on tu robi? - zastanawiała się.
-Witaj Hermiono. - odezwał się Lord Voldemort. - Zapewne jesteś ciekawa dlaczego tu jesteś. - oznajmił, a dziewczyna kiwnęła głową. - To Ty przyprowadzisz do mnie Harrego Pottera. Powiem Ci jeszcze kiedy to nastąpi, ale chcę byś była na to przygotowana.
-Ale... Dlaczego ja? - zapytała przerażona.
-Tylko Ty znasz go najlepiej. Mimo, że się od niego odwróciłaś, on nadał Ci ufa i Ty to wykorzystasz. - oznajmił spokojnie z tym swoim uśmieszkiem.
-Nie! Nie zrobię tego, nie dam rady. - zaczęła panikować.
-Oczywiście, że dasz radę.
-NIE! - krzyknęła.
-A więc, sprzeciwiasz mi się? - wstał, a Hermionie odebrało mowę. Nie była w stanie nic zrobić. - Tom, ukarz swoją córkę za nieposłuszeństwo. - powiedział w stronę jej ojca, na co ten podszedł do niej. Spojrzał na nią przepraszająco, po czym podniósł różdżkę i rzucił na nią Crucio.
Brunetkę przeszył mocny ból w całym ciele. Nigdy nie czuła czegoś tak strasznego. Nie wiedziała, że to tak boli... Zaczęła się wić i krzyczeć. Prosiła by ojciec przestał. On jednak dostał rozkaz i musiał go wykonać.
Usłyszała jeszcze głos Voldemorta, który mówił "Zrobisz to, kiedy nadejdzie czas. Będziesz wiedziała kiedy.", po czym wróciła do świata rzeczywistego.


Myślała, że to był zwykły sen, koszmar. Myliła się. Hermiona tak samo jak w śnie czuła, że została potraktowana zaklęciem Cruciatus. Była cała mokra. Chciała wstać z łóżka, ale gdy to zamierzała zrobić upadła na podłogę i nie wstała. Zamknęła oczy.
Ktoś kilkanaście minut później zaczął pukać do jej pokoju. Gdy nikt nie otwierał, postanowił wejść do pokoju. Był zszokowany tym co zobaczył. Podbiegł do leżącej dziewczyny i wziął ją na ręce, a następnie pobiegł jak najszybciej mógł do skrzydła szpitalnego.

Kto wszedł do pokoju? Draco, Blais, czy może Nate?
Odpowiedź na to pytanie w następnej notce ^^
Trochę krótka ta notka i pisana w pośpiechu.
Tak jak mówiłam informuję tylko tych, którzy wpisali się do księgi gości.
Zapraszam serdecznie na mojego nowego bloga, którego założyłam wczoraj :D

SERENA-IN-SLYTHERIN


Pozdrawiam ;*
Megami! ;*
komentarze [31]

Rozdział IV "Szpieg pośród przyjaciół?" >> sobota, 10 listopada 2007 16:25:23
Brązowowłosa szybkim krokiem przemierzała korytarze Hogwartu. "Po co w ogóle zgodziłam się na to spotkanie?" - myślała zła. Była wściekła. Nie powinna tego robić. Bała się, że ktoś ją widział. Że wyda się całe to spotkanie. Przecież ona jest ślizgonką. Dziewczyną, która nie powinna zadawać się z wrogami, inaczej mówiąc z gryffonami. Znalazła się w lochach. Szybko przeszła przez pokój wspólny, nie zaszczycając nikogo spojrzeniem, po czym weszła do swojego prywatnego dormitorium i zamknęła drzwi. Chciała pobyć sama. Brunetka starała się zabić w sobie tą starą Hermionę, tą która miała uczucia, wspaniałych przyjaciół i zdolność do kochania drugiego człowieka. Starała się odkąd dowiedziała się, że nie jest szlamą. Myślała, że się jej udało. Myliła się jednak. Przez rozmowę z Harrym Potterem zrozumiała, że w głębi duszy jest tą samą osobą. Że udaję, by ślizgoni ją zaakceptowali. By rodzice byli z niej dumni.
"Już ja się postaram by się zmienić. Nie zamierzam być tą nudną, przyjazną kujonką. O nie... nigdy!" - postanowiła w duchu. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że siedzi pod drzwiami. Wstała i chciała udać się do łazienki, by zrelaksować się w wannie, z ciepłą wodą, gdy zobaczyła swoją sowę, która stała za oknem i czekała, aż Hermiona ją wpuści. Otworzyła okno, a Anixa wleciała do środka i wylądowała na biurku. Ślizgonka była lekko zdziwiona, gdyż nie spodziewała się żadnego listu. Odwiązała list z nóżki sowy, a ta gdy była pewna, że wykonała swoje zadanie wyfrunęła przez okno. Zaczęła czytać.

Hermiono,
Nie wiem co mam powiedzieć. Zawiodłaś mnie... Chyba wyraźnie Ci powiedziałem, że masz zakaz widywania się z Potterem, czyż nie? Jeśli jeszcze raz się dowiem, że spotykasz się z którymś z Twoich byłych przyjaciół, obiecuję, że porządnie Cię ukarzę. To było pierwsze i ostatnie ostrzeżenie.
Ojciec,
Tom White.


Hermionie po głowie krążyło mnóstwo pytań. "Jak się dowiedział? Czyżby wysłał kogoś, by mnie szpiegował?" Wiedziała bardzo dobrze, że ojciec nie rzuca słów na wiatr, Jeśli coś powie, zrobi to, nie zważając na nic.
-Kto mnie szpieguje? - zapytała samą siebie. Wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Nie miała ochoty już na kąpiel. Chwilę później była przed dormitorium swojej przyjaciółki, Ann. Zapukała i gdy usłyszała, że może wejść, otworzyła drzwi. Blondynka leżała na łóżku i uczyła się z transmutacji.
-Co jest? - zapytała ciekawa.
-Wierzę, że nie jesteś osobą, której mój ojciec rozkazał mnie śledzić, prawda? - spytała, pragnąć odnaleźć "zdrajcę". Wiedziała, że musi to być ktoś z jej bliskich przyjaciół. Ślizgonka się nie odzywała - Czyli to Ty, tak?
-Nie, nie. To nie ja. - gwałtownie zaprzeczyła, kręcąc głową.
-Nie Ty, więc kto? - zapytała zdenerwowana. Musiała znać imię osoby, która pisze jej ojcu o wszystkim co ona robi. Była pewna, że Ann zna odpowiedź.
-Pamiętasz jak byłyśmy u Draco na tej uroczystości z okazji jego 16-tych urodzin? - spytała. "Jakże mogłabym zapomnieć?" - myślała - "To była pierwsza tak wspaniała uroczystość, na której kiedykolwiek byłam. Nigdy tego nie zapomnę..." - Wtedy usłyszałam rozmowę Blaisa z Draco. Malfoy mówił, że przed chwilą gadał z Twoim ojcem i ten poprosił go, by miał Cię bez przerwy na oku. Przez jakiś czas i żeby pisał mu o wszystkim co robisz, z kim się spotykasz itp. Oczywiście się zgodził. Zorientowali się, że jestem w pokoju i zabronili mi komukolwiek o tym mówić. Przepraszam. - oznajmiła i spuściła wzrok. Panna White nie odezwała się, a po chwili ruszyła znaleźć tlenionego. Zobaczyła go, gdy wychodził ze swojego dormitorium.
-Malfoy! - krzyknęła do niego, by go zatrzymać. Odwrócił się w jej stronę, nie spodziewając się co dziewczyna zamierza. Uderzyła go w twarz. Jego policzek momentalnie zrobił się czerwony.
-Co Ty robisz? Oszalałaś? - zapytał wkurzony, trzymając się za piekący policzek.
-Ja? Chyba Ty. Co Ty sobie wyobrażasz? To był ostatni raz kiedy mnie szpiegowałeś. - pogroziła mu palcem. Wiedziała, że ma nad nim przewagę. Jej ojciec był prawą ręką Czarnego Pana. Lord Voldemort bardzo ufał rodzinie Withów. Bardziej niż Malfoyom. Poza tym Lucjusz szukał tylko pretekstu by ukarać Cruciatusem swojego jedynego syna. Wystarczyłby tylko jeden list... Tylko jeden. - Wiesz, że ze mną lepiej nie zadzierać. - odrzekła, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę swojego dormitorium.

W nocy miała sen. Czarny Pan... Przekazywał jej informację...
Pokazuję jej co ma zrobić. Widzi dziewczynę o miedzianych włosach. Bardzo dobrze ją zna. Ktoś rzuca na nią Imperiusa. Hermiona karze jej by napadła na jednego z uczniów Hogwartu. Robi to bez zastanowienia. Nie wie co czyni... Później brunetka wchodzi do Zakazanego Lasu i zatrzymuję się przy bucie. Dotyka go i okazuję się, że to świstoklik. Znajduję się w jakiejś starej chacie. Słyszy czyiś głos, dochodzący z góry. Ktoś ją woła po imieniu. Wchodzi po schodach. W rogu na fotelu widzi JEGO. Gratuluje jej i karze by dała mu lewą rękę. Daje mu, a ten dotyka ją. Hermiona zauważa znak... Znak, który mają tylko śmierciożercy...

Obudziła się zlana potem. "Czy to był tylko sen?" - myślała, ciężko oddychając. Za bardzo w to jednak nie wierzyła. "Czy on mi właśnie pokazał co mam zrobić, by stać się jedną z nich? To niemożliwe. Za wcześnie na to..."
Z wielkimi trudnościami w końcu zasnęła.

Nazajutrz została gwałtownie obudzona przez budzik. Wstała z łóżka, choć z chęcią pospałaby jeszcze kilkadziesiąt minut. Ubrała się w szkolny mundurek i wykonała poranne czynności. Wyszła ze swojego dormitorium i udała się do WS. Chciała usiąść obok swojej przyjaciółki tak jak zwykle, lecz zauważyła Malfoya... Tego tlenionego idiotę, który pisał bez przerwy listy do jej ojca z informacjami na jej temat. Nadal była wściekła. Usiadła naprzeciwko Nate'a, który zapraszał gestem ręki, by zasiadła razem z nim i jego przyjaciółmi. Zrobiła to.
-Hej - przywitała się.
-Witaj Hermiono - odpowiedział Nate, spoglądając na nią.
-Co słychać? - zapytała, nakładając owsiankę na swój talerz.
-Dostałem dzisiaj list od rodziców. Wyznaczono datę naszych oficjalnych zaręczyn - powiedział tak, by tylko ona usłyszała.
-Tak? Kiedy? - spytała.
-Za trzy miesiące. Przed świętami. - oznajmił spokojnie.
-Co? Tak szybko?
Nie chciała wychodzić za mąż za osobę, której nie kochała. Była jednak arystokratką, więc nie miała żadnego wyboru. Musiała to zrobić. Rodzice tego od niej oczekiwali.
-Tak. - odrzekł i wstał - Jaką masz pierwszą lekcję?
-Hm... chyba transmutację.
-Ok, to odprowadzę Cię pod salę.
-Nie musisz. - odezwała się dziewczyna.
-Nie muszę, ale chcę. - uśmiechnął się szeroko i oboje po chwili wyszli z Wielkiej Sali. Idąc korytarzem rozmawiała z Natem na temat Qudditcha. Nate był kapitanem drużyny i niedługo miał się odbyć pierwszy mecz z gryffonami. Ktoś jednak przerwał im tą dyskusję. Draco Malfoy złapał mocno rękę Hermiony.
-Puść mnie! - oznajmiła. Na razie jeszcze nad sobą panowała.
-Możemy porozmawiać? - zapytał, spoglądając w jej oczy.
-Nie mamy o czym... - wysyczała przez zęby.
-Owszem mamy... - rzekł blondyn.
-Nie słyszałeś co do Ciebie powiedziała Hermiona? - wtrącił się Nate - Ona nie chce z Tobą rozmawiać, więc zostaw ją w spokoju. - popchnął delikatnie Malfoya i razem z dziewczyną zaczęli przemierzać długi korytarz Hogwartu.

I oto pojawił się czwarty rozdział. Mam nadzieję, że się podobał ^^
Proszę, aby Ci którzy chcą być informowani o nowej notce, wpisali się do księgi gości. Dzisiaj jest ostatni raz kiedy informuję bez wpisu w księdze.

Notka z dedykacją dla zacmienie-serca. Za to, że piszę wspaniałe opowiadanie. Chciałabym pisać tak jak Ty. Pozdrawiam Cię serdecznie ;*


Megami.
komentarze [27]

Rozdział III "Rozmowa z Harrym" >> sobota, 3 listopada 2007 13:30:53
Brązowowłosa dziewczyna w podskokach zmierzała właśnie do dormitorium swojej najlepszej przyjaciółki. Nate okazał się fantastyczny, całkiem inny niż jego głupia, pusta siostra Vanessa. Hermiona wbiegła do pomieszczenia, po czym wskoczyła do łóżka Ann.
-Wszystko co o nim mówiłaś było prawdą. - roześmiała się.
-Opowiadaj jak było. - Ponagliła ją do mówienia.
-Spacerowaliśmy po błoniach, dużo mi o sobie powiedział... Ja również. Lepszego kandydata nie mogłam sobie wymarzyć.
-To prawda, ale czasami nie panuję nad sobą. - powiedziała Ann spokojnie.
-Co masz na myśli? - spytała, nie wiedząc o co chodzi przyjaciółce.
-Hm... Nate jest w dużym stopniu podobny do Draco. Niby dlaczego się nienawidzą? Bo są tacy sami... Obaj są najsławniejszymi uczniami w szkole. Mają wdzięk, urodę, pieniądze i czystą krew. Często to wykorzystują do różnych celów, np. do wyrwania laski na jedną noc.
-Nigdy bym nie pomyślała, że Nate taki jest. - Zamyśliła się.
-Pilnuj się. Oo, co tam masz? - zapytała ciekawa.
-Ognistą Whisky. - Brązowowłosa wyjęła z szaty butelkę, a następnie podała ją ślizgonce.
-No to co? Zaczynamy imprezę! - Hermiona kiwnęła twierdząco głową, na co Ann wyczarowała dwa kieliszki i polała do pełna. Po pierwszym kielichu była gryffonka się skrzywiła, później jednak coraz bardziej jej smakowało. Na jej nieszczęście miała słabą głowę, więc już po kilku kolejkach była nietrzeźwa. Co innego Ann. Ta dziewczyna uwielbiała imprezować.
-Kobieto, gdzie Ty idziesz? - zapytała Hermionę, która miała zamiar wyjść z dormitorium. Nie mogła jednak trafić na klamkę.
-Ja? Ja? Hum... chyba... gdzieś... idę. - odpowiedziała bezsensownym zdaniem, po czym nacisnęła na klamkę i wyszła. Jej nogi zaprowadziły ją przed dormitorium tlenionego. Była już około druga nad ranem, ale ona o tym nie wiedziała. Zaczęła mocno walić w jego drzwi...
-No co jest?! - spytał wkurzony tym, że ktoś ma czelność go budzić o tej porze. Hermiona nic nie powiedziała tylko przeczołgała się pod jego nogami do środka.
-Jak tu zielonooo!!! - krzyczała rozbawiona, kręcąc się w kółko.
-Głupia! Zalałaś się w trupa... Nie kręć się, bo zaczniesz wymiotować! - krzyczał do niej, lecz ta jakby go nie słyszała. Zaczęła chodzić po jego pokoju i chciała sięgnąć po butelkę dobrego szampana, lecz potknęła się o coś i upadła na ziemię. Draco szybko do niej podbiegł i pomógł jej wstać. W takim stanie sama nie dałaby chyba rady.
-Coś o spytać chcę Cię! - powiedziała, a Draco ledwo ją zrozumiał.
-To pytaj. - odrzekł, a brunetka usiadła na krawędzi jego łóżka.
-Podobno jesteś taki sam jak Nate. To znaczy, że on też jest wredny, cyniczny i chodzi do łóżka z wszystkimi dziewczynami? - spytała, pochylając się nad nim jak mała dziewczynka, która chce lizaka.
-Uważasz, że taki jestem? - zapytał.
-Może tak, może nie. - oznajmiła, po czym poleciała do tyłu upadając na poduszki. "Zasnęła..." - pomyślał i ułożył się na łóżku obok niej.
Hermiona nad ranem obudziła się z ogromnym bólem głowy. Była pewna, że nie jest w swoim łóżku, ani pokoju. Rozejrzała się dookoła, a jej wzrok zatrzymał się na chłopaku leżącym obok niej. Poznała te blond włosy. Zaczęła głośno krzyczeć, schodząc w pośpiechu z łóżka.
-Zamknij się! - krzyknął śpiący ślizgon, chowając głowę w poduszkę.
-Co ja tu robię?! Jak się tu znalazłam?! - Była lekko przerażona.
-Uwielbiasz mnie budzić, co? Następnym razem to po prostu tyle nie pij... - odpowiedział, po czym wstał z łóżka. Hermiona ujrzała przed sobą młodego Malfoya w samych bokserkach. Zmierzyła go od góry do dołu. Nigdy by nie pomyślała, że Draco jest taki seksowny.
-Hm... fajne bokserki... takie... hm... różowe. - Ledwo powstrzymywała się od śmiechu.
-Nabijasz się ze mnie? To może zobaczymy Twoją bieliznę? - zapytał, podchodząc do niej bliżej. Dziewczyna nie zastanawiając się ani chwili dłużej, ruszyła w stronę drzwi. Szybko je otworzyła i wybiegła na korytarz, a Draco za nią w... samych, różowych bokserkach. Kilkoro ślizgonów stało i wpatrywało się w niego. Jedni z rozbawieniem, a drudzy (w szczególności płeć piękna) z zachwytem. Hermiona, gdy ujrzała swoją przyjaciółkę, podbiegła do niej, a ta nie mogąc wyrobić ze śmiechu turlała się po podłodze. Malfoy dopiero po chwil zorientował się, że wszyscy ślizgoni śmieją się z niego. Speszony jak i zawstydzony chciał uciec. To jednak wszyscy uznaliby za jego porażkę. Nie mógł na to pozwolić.
-Nie znacie francuskiej mody? Różowe bokserki są teraz na topie. - oznajmił dumnie, na co wszyscy się przymknęli i po chwili z podziwem dla jego osoby zajęli się swoimi sprawami.
"Eh... jemu to się zawsze upiecze..." - myślała. Draco podszedł do niej, po czym złapał ją za rękę i pociągnął do swojego dormitorium. Hermiona próbowała się jakoś wyrwać, lecz on był zbyt silny.
-Co Ty zamierzasz zrobić? - spytała lekko przerażona.
-Zobaczysz. - odrzekł sucho i zamknął drzwi. Chwilę później dało się słyszeć pukanie do drzwi. Była to Pansy Parkinson, która zamierzała wepchnąć się do jego dormitorium.
-Dracusiu to było coś. Masz śliczne bokserki. - mówiła tym swoim przesłodzonym głosem.
-Odwal się Parkinson. - odpowiedział stanowczo blondyn.
-Ow... Co tu robi ta suka? - spytała, zauważając Hermionę. Draco chciał coś powiedzieć, lecz nie zdążył, gdyż ujrzał fioletowe światło, które leciało wprost na mopsicę. Zastanawiał się jakiego czaru użyła brunetka, by odegrać się na ślizgonce. Długo nie musiał czekać. Na czole dziewczyny ukazał się napis: "Mopsicą jestem. Hermiona moją królową!", Pansy chciała coś powiedzieć, ale niestety nie mogła się wysłowić. Jej język był zdrętwiały. Młody Malfoy zamknął jej drzwi przed nosem, a następnie wybuchł niepohamowanym śmiechem.
-No co? - zapytała, uśmiechając się zadziornie.
-Nie mogłaś wymyślić czegoś innego? - śmiał się nadal.
-Tylko to wpadło mi do głowy. - Ukazał się szereg jej białych zębów. - No to pa. - Ślizgonka wykorzystała sytuację i uciekła szybko z pokoju, zanim Draco coś jej zrobił.

Hermiona idąc przez pokój wspólny zauważyła Nate'a. Chciała do niego podejść i porozmawiać, lecz ujrzała jakąś dziewczynę, która podbiegła do niego i go pocałowała... W USTA! Hermiona go nie kochała. Co to to nie. Łączyła ich... hm... przyjaźń. Dziwnie się jednak czuła z myślą, że Nate jest jej narzeczonym? (Tak, chyba można to tak nazwać) i spotyka się z innymi dziewczynami. Brunetka coraz bardziej wierzyła w słowa przyjaciółki. Wycofała się. Postanowiła udać się do Wielkiej Sali, gdyż zbliżała się już pora na śniadanie.
Jak na złość musiała trafić na Harrego Pottera. "Przynajmniej rudzielca z nim nie ma..." - pomyślała. Chciała przejść obok, lecz Potter ją zauważył i do niej podszedł.
-Hermiono, możemy porozmawiać? - zapytał.
-Po co? Niby o czym? - była zdziwiona.
-Oh... jest dużo spraw o których powinniśmy porozmawiać. - Hermiona czuła się trochę zestresowana, gdyż do WS zaczęło się schodzić coraz więcej osób. Nie chciała by ktoś ją z nim zobaczył. Nie chciała zniszczyć swojej reputacji.
-Ehh... no dobra, ale gdzieś gdzie nikt nas nie zobaczy. - Chłopak przystał na to. Chciał tylko z nią porozmawiać, a jeśli jest tylko jeden sposób, trudno.
Znaleźli się na błoniach, w miejscu gdzie nikt nie przychodził, gdyż było daleko od zamku i blisko Zakazanego Lasu.
-Co chcesz? - zapytała sucho, stojąc na przeciwko niego.
-Możesz powiedzieć mi co się stało w wakacje? - spytał ostrożnie.
-Po co?
-Chcę wiedzieć, proszę. - odezwał się i spojrzał w jej oczy. Uległa. W środku niej została jeszcze jakaś cząstka tej starej Hermiony.
-Dowiedziałam się, że pochodzę z rodziny White, bardzo szlachetnej i zamożnej rodziny. Że przez całe życie wyzywali mnie od szlam, a tak naprawdę jestem czystej krwi. Gdy byłam mała Voldemort zabijał dzieci mniej więcej w moim wieku, o czym bardzo dobrze wiesz. Rodzice chcieli mnie uchronić przed nim i oddali mnie do mugoli, Grangerów. Oni natomiast nie chcieli mnie oddać z powrotem, więc uciekli. Ślad po nich zaginął. Przez te 16 lat uważałam się za ich córkę, a oni... oni mnie okłamywali. Nienawidzę ich! - Nastąpiła cisza. Chwilę później kontynuowała. - Moi rodzice, Ci prawdziwi przyjaźnią się z rodziną Malfoyów, Blacków i Zabinich. Przez całe wakacje przebywałam w ich towarzystwie. Draco nie mógł mnie na początku zaakceptować z wiadomego Ci powodu, ale niedługo później cała nasza czwórka stała się przyjaciółmi. Nie pisałam do Ciebie, gdyż mi na to nie pozwolili. Zakazali mi się z wami przyjaźnić.
-A-ale jak to możliwe... - Harry nie mógł uwierzyć w słowa Hermiony. To wszystko było... takie trudne. "To dlatego się tak zachowywała w pociągu..."
-Nie jesteś już moim przyjacielem, Harry. Zapomnij o mnie i nie mów nikomu o naszej rozmowie. Jeśli się wyda, że się z Tobą spotkałam będę miała duże kłopoty. Cześć! - oznajmiła, po czym pobiegła w stronę zamku. Harry przez chwilę stał w osłupieniu i myślał. Gdy się otrząsnął z szoku, powrócił do zamku.

No i nowa notka jest. Nie wiem czy jest dobra... Proszę o szczerą krytykę.
Pozdrawiam serdecznie! ;*

DOPISEK z dnia 09.11.07r.
Jak widzicie zmieniłam szablon. Tamten mi się już znudził, a poza tym za dużo osób go ma. Notka jest w trakcie pisania. Jutro się pojawi ;] To by było tyle :P
Lece na spotkanie z przyjaciółkami.
Cya ;*

Megami! ;*
komentarze [35]

Rozdział II "List od rodziców" >> sobota, 27 października 2007 20:48:01
Prosiłabym, aby Ci, którzy chcą być informowani o nowych notkach wpisali się do księgi gości.
Zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału ;)

Ktoś zaczął pukać do jej drzwi. Hermiona zwlokła się z łóżka, po czym zaspana otworzyła drzwi.
-Hermi, Ty jeszcze nie gotowa? - zapytała Ann.
-Yh...co? O co Ci chodzi? - spytała, ziewając.
-O to, że za 10 minut mamy eliksiry?
-Taa? To fajnie... Idź sama, ja muszę się wyszykować. - oznajmiła, po czym zamknęła jej drzwi przed nosem. Nie spieszyła się, bo po co? Pierwszą lekcją były eliksiry ze Snapem, opiekunem domu ślizgonów. Hermiona była pewna, że jeśli się spóźni, Snape nie odejmie jej punktów. W końcu jest teraz ślizgonką. Ubrała czarną szatę i chwilę później wyszła ze swojego prywatnego dormitorium. Korytarze były puste. Spostrzegła jednak rudą czuprynę. Chciała przejść niezauważona, ale się nie udało.
-Hermiona! - krzyknęła Ginny Weasley i podeszła do niej. Brunetka się nie odzywała.
-Czemu tiara jeszcze raz Cię przydzieliła? I co się z Tobą stało? Harry i Ron mówili, że...
-Słuchaj, nie powinno Cię obchodzić moje życie. To co było kiedyś między nami... ta przyjaźń. - skrzywiła się na te słowa. - To był wielki błąd. Nie wiem jak mogłam się z Tobą przyjaźnić. - oznajmiła i odeszła od zdziwionej jak i zszokowanej dziewczyny.
Chwilę później znalazła się w sali eliksirów. Wzrok wszystkich uczniów powędrował w stronę ślizgonki, byłej prymuski z Gryffindoru. "No nie... Dlaczego zawsze z gryffonami?" - myślała zła.
-Witam i o zdrowie pytam. - odezwała się, a ślizgoni zaczęli się śmiać, gdyż te słowa skierowane były do profesora.
-Usiądź! - odrzekł nietoperz, a Hermiona z bananem na twarzy usiadła obok Ann.
-Ale zrobiłaś wejście. - szepnęła do niej blondynka i obie spojrzały na siebie porozumiewawczo.
-Następnym razem Twoja kolej. - odpowiedziała brunetka, po czym zaczęła pisać coś w zeszycie.

W końcu nadszedł czas na przerwę. Wszyscy przybywali do Wielkiej Sali by się posilić.
-Nie wiem jak mogłam być wcześniej taką kujonką. To wszystko jest takie nudne. - oznajmiła Hermiona, siadając przy stole ślizgonów.
-Zgadzam się. - przytaknął Blais.
-Ooo... Tleniony się zbliża, bez mopsa. - powiedziała Ann rozbawiona.
-Co?! - brunetka była w szoku - Eee... Malfoy. Gdzie Twoja laska? - zapytała z ironią i przybiła piątkę z Ann.
-Myślisz, że mnie to obchodzi?
-Zerwałeś z nią?! - spytała zszokowana, otwierając szeroko oczy.
-Zacznijmy od tego, że nigdy z nią nie byłem. Potrzebna mi była tylko w łóżku.
-Nie wiem co te dziewczyny w Tobie widzą...
-O poczta! - krzyknął Blais, widząc jak nadlatuję sowa.
-Poczta teraz? - zapytała zdziwiona ślizgonka.
-To przecież Anixa, moja sówka. - odpowiedziała Hermi, a sowa wylądowała na przeciwko niej. Dziewczyna delikatnie odwiązała zwitek papieru, po czym zaczęła czytać. Jej mina nie wyrażała nic, dosłownie. Gdy skończyła, podała kartkę przyjaciółce.
-Co się stało? - spytał Blais.
-Hohoho... Hermi ma już wyznaczonego męża przez rodziców.
-Co?! - odezwali się chłopacy zdziwieni.
-Kogo? - spytał młody Malfoy.
-Jej przyszłym mężem ma być Nate Sanders. - oznajmiła i zwróciła się do Hermiony, która nie wiedziała co powiedzieć. - Mówię Ci, lepiej trafić nie mogłaś.
-Znasz go? - spytała.
-Oczywiście. Najprzystojniejszy chłopak z siódmego roku. Ze Slytherinu. Mhm... wszystkie dziewczyny na niego lecą.
-Nie prawda. - oburzył się Draco.
-Draco zawsze z nim rywalizował. - roześmiała się blondynka. Malfoy był bardzo zły. "Dlaczego akurat Nate? Nienawidzę tego kolesia. Zabiera mi laski z przed nosa..."
-A wy? Wy już macie wyznaczonych partnerów? - spytała całej trójki.
-Oczywiście. - odrzekła Ann. - Mam poślubić Nicklasa Cartera. Uczy się w Durmstrangu. Blais, Kate Johnson, którą już znasz. No a Draco... Vanessę Sanders, siostrę Nate'a.
-Tą zdzirę? I ona niby jest siostrą Nate'a? - zapytała. Nienawidziła tej dziewczyny od ich pierwszego spotkania. Fakt, była bardzo ładna, ale ten jej charakterek... Zawsze o coś się jej czepiała.
-Nie wiem jak z nią wytrzymasz, Tleniony. - oznajmiła i poprawiła włosy.
-Mówiłem Ci, żebyś mnie tak nie nazywała! - krzyknął zły.
-Taa? Kiedy? - spytała zdziwiona. Malfoy dał za wygraną, po czym ciężko westchnął.

Wieczorem całą czwórką udali się na błonia. Nic ciekawego by w tym nie było, gdyby nie to, że ktoś pragnął porozmawiać z Hermioną.
Pewien brunet szedł w ich stronę.
-Ann, co to za przystojniak? - spytała ciekawa, spoglądając na chłopaka.
-Hmm... zaraz się dowiesz. - odpowiedziała Ann i zajęła się rozmową z Blaisem. Draco natomiast zaciekawiło o czym mówiły dziewczyny. Przeklną pod nosem, gdy się zorientował kim jest owy chłopak.
-Witaj Hermiono. - przywitał się brunet, stojąc obok dziewczyny.
-Skąd znasz mo... Czy Ty jesteś Nate? - zaciekawiła się, a delikatny uśmiech wpełzł na jej twarz. Ann opowiedziała pokrótce jak Nate wygląda i jaki jest z charakteru. Podobno... całkowite przeciwieństwo Vanessy... Hermiona gdy to usłyszała skakała z radości.
-Tak, miło mi. - odpowiedział i się uśmiechnął.
-Mi również. - odrzekła, a następnie oddaliła się z nim w stronę zamku. Przyjaciele obserwowali oddalającą się parę i rozmyślali. Każdy z nich o czymś innym.

Tak jak obiecałam notka pojawiła się po tygodniu ^^ Postaram się by kolejne rozdziały ukazywały się w każdą sobotę ;)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników ;*

Megami! ;*
komentarze [21]

Rozdział I "Nowe oblicze Hermiony" >> sobota, 20 października 2007 20:41:20
Pewna brązowowłosa dziewczyna zmierzała właśnie na peron 9 i 3/4. Szła pewnie, z dumnie uniesioną głową. Hermiona już nie była tą samą osobą co wcześniej. Przestała być kujonką i grzeczną dziewczynką. W te wakacje dowiedziała sie, że nie jest i nigdy nie była szlamą...
To było pewnego wieczora. Do jej domu przybyło dwóch bardzo zamożnych ludzi. Hermiona nie wiedziała o co chodzi, lecz jej rodzice byli dziwnie niespokojni.
-Witamy państwo Granger - powiedziała piękna kobieta, wyglądająca na około 35 lat. Wtedy właśnie spostrzegła Hermionę, która stała obok rodziców - Ty musisz być Hermioną - podeszła do niej, a w jej oczach zaszkliły się łzy. Brunetka zastanawiała się o co tej kobiecie chodzi, dlaczego płacze i skąd zna jej imię.
-Myśleliście, że przed nami uciekniecie? Wy, mugole? - zapytał zły mężczyzna. Grangerowie byli bardzo zdenerwowani.
-Mamo, tato. O co tu chodzi? - spytała ciekawa, czekając na odpowiedź.
-Kochanie - powiedziała szybko Marie-Christine - To nie są Twoi rodzice.
-J-Jak to? - zapytała, a jej łzy zaczęły spływać po policzkach.
-My jesteśmy Twoimi rodzicami - odrzekł Tom. Z początku nie mogła w to uwierzyć. Ale czy możliwe było to, że ona była czarownicą, a Grangerowie nie mieli żadnych tego typu zdolności? Czytała dużo książek na ten temat, jednak nigdy by nie pomyślała, że jest w obcej rodzinie...
-Gdy Voldemort powrócił szukał dziecka, która miało go w przyszłości pokonać. Zabijał bardzo dużo dzieci między pierwszym, a drugim rokiem życia. Baliśmy się o Ciebie, więc postanowiliśmy, że na jakiś czas damy Cię pod opiekę mugoli. Padło na Grangerów, lecz gdy chcieliśmy Cię zabrać okazało się, że oni zniknęli. Szukaliśmy Cię przez 16 lat. - opowiedziała kobieta.
-I w końcu po ciężkich próbach Cię znaleźliśmy... - oznajmił jej prawdziwy ojciec

Pamiętała to jakby było to wczoraj. To jednak miało miejsce dwa miesiące temu, a od tego czasu bardzo dużo się zmieniło, o czym dowiecie się niebawem.
Spostrzegła w oddali pewnego bruneta, który wchodził właśnie do pociągu. Pobiegła w jego stronę, po czym skoczyła mu na plecy.
-Hej. - przywitała się, zakrywając mu oczy.
-Witaj Hermiono. - odpowiedział chłopak - Złaź ze mnie, ciężka jesteś. - roześmiał się.
-Ja ciężka? Pff... kpisz sobie?
-Ja z Ciebie? Nigdy w życiu.
-Tak, tak... Chodź lepiej do jakiegoś przedziału. - powiedziała dziewczyna, po czym oboje ruszyli poszukać przyjaciół.
-Ann! - krzyknęła Hermiona na widok swojej przyjaciółki, która stała w korytarzu.
-Hermi! Blais! Miło was widzieć! - odpowiedziała, trzymając papierosa w ręce. Brunetka, gdy do niej podeszła wzięła od niej papierosa, po czym się zaciągnęła...
-Tak, to jest życie. - roześmiała się głośno. - Tleniony w przedziale? - spytała ciekawa.
-Taa... Mizdrzy się z Mopsicą.
-Jak on może się z nią pokazywać publicznie? Nie rozumiem tego...
-O proszę, kogo my tu widzimy. Potty i Wieprzlej... - oznajmił z ironicznym śmiechem Blais, na co dziewczyny się roześmiały.
-Hermi co Ty tu robisz... z nimi? - zapytał Ron, patrząc z obrzydzeniem na dwóch ślizgonów.
-Co robię z moimi przyjaciółmi? Stoję, palę i gadam. - uśmiechnęła się
-Przyjaciółmi? Nie przeszkadza im, że jesteś szlamą? I dlaczego nie odpisywałaś na nasze listy?
-Po pierwsze nie jestem szlamą, tylko arystokratką, a po drugie nie pisałam, bo nie chciałam. Nie należycie do grona moich przyjaciół. - oznajmiła, po czym weszła do przedziału, gdzie przebywał Malfoy. Chwilę później weszli Ann i Blais.
-Nie wiem jak mogłaś się z nimi przyjaźnić. - odezwała sie Ann, siadając na przeciwko niej.
-Też nie wiem. - odpowiedziała. - Banda idiotów.
-O kim gadacie? Wieprzleju i Potterze? - spytał Draco, na co Zabini przytaknął. - Poracha totalna.
-To prawda, ale ja w porównaniu do Ciebie zerwałam tą znajomość. - powiedziała brunetka.
-O co Ci chodzi? - zapytał, nie rozumiejąc jej słów.
-O to co siedzi obok Ciebie. Poracha totalna. - oznajmiła, a na jej twarzy pojawił się kpiący uśmieszek.
-Zazdrosna jesteś? - spytał z cwaniackim uśmiechem.
-Żartujesz sobie? Ja o Ciebie? I że niby o mopsicę? - roześmiała się szyderczo.
-Mopsie... - odezwał się młody Malfoy, spoglądając gniewnie na Hermionę.
-Co? - zapytała Pansy.
-Wyjdź stąd.
-Ale...
-Powiedziałem wyjdź! - krzyknął na nią, a ona w bardzo krótkim czasie zmyła się z przedziału. - O co Ci chodzi? - spytał, wpatrując się w nią.
-Mi? O nic. Po prostu lubię, kiedy się złościsz. - pochyliła się nad nim, po czym pstryknęła mu palcami w jego nos, na co reszta się roześmiała.

Kilkadziesiąt minut później znaleźli się w Hogsmeade, a stamtąd na niewidzialnych stworach do Hogwartu. Gdy się tam dostali, przyjaciele Hermiony ruszyli do stołu ślizgonów, natomiast ona czekała na ponowne przydzielenie do domu. Jej rodzice rozmawiali z dyrektorem, a on po długich namowach się zgodził. "Moi rodzice są bardzo przekonującymi ludźmi" - uśmiechnęła się, a Mcgonagall wywołała ją by usiadła na drewnianym stołku. Tiara nie dotknęła nawet czubka jej głowy, a od razu wiedziała, gdzie ma ją przydzielić.
-SLYTHERIN! - wykrzyknął stary kapelusz, a ślizgoni zaczęli głośno klaskać. Co innego gryffoni. Ci siedzieli przy stole z nietęgimi minami. Hermiona usiadła między Ann, a Blaisem, po czym zaczęła spożywać posiłek. Draco przypatrywał się jej dziwnie. nie mógł zrozumieć tak szybkiej zmiany u dziewczyny. Niegdyś szlama, kujonka, grzeczna i dobra, teraz arystokratka, zła, a do tego bardzo pociągająca. "Nie powiem.... teraz to bym mógł ją nawet przelecieć...", myślał. Wiedział jednak, że nie może tego zrobić. Jej rodzice byli za bardzo wpływowymi ludźmi, a poza tym najlepsi przyjaciele rodziny Malfoyów...
Hermiona udała się do swojego nowego, własnego dormitorium. Nie musiała już więcej przebywać w towarzystwie wkurzających dziewczyn. Wzięła długą, relaksującą kąpiel, po czym położyła się w łóżku i zasnęła.

I jak, podobała się pierwsza notka? Mam nadzieję, że tak. ^^ Kolejny rozdział pojawi się za tydzień lub dwa :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie ;*

Megami! ;*
komentarze [11]

^.^ >> sobota, 20 października 2007 18:18:18
Wszyscy wiedzą o czym będzie ten blog :) Pierwszy rozdział pojawi się niebawem. Pozdrawiam.
komentarze [1]




Hermiona Granger


Accio

Hermiona Granger.
Kobieta tajemnicza i jakże intryguj�ca!
Znaj�ca odpowiedzi na wiele pytań i lubi�ca ryzyko.
Niezależna, silna, otoczona gronem wspaniałych przyjaciół, za których gotowa jest oddać życie.
Kobieta zakochana.

Jej historię czytało już wielkich Czarodziei i zwykłych Mugoli.
Niektórzy z nich pozostawili po sobie slad.
Chcesz do nich doł�czyć?

Wspomnienia

2007
październik (3)
listopad (4)
grudzień (1)

2008
luty (2)
kwiecień (1)
lipiec (2)
wrzesień (1)

2009
styczeń (1)


Bywam i należę

ambarasguwno-bumhistoria-hermi-i-nickysasuke-naruto-sakuraprzebieralnia-szablonowmiss-malfoyhermi-draconnicole-i-slizgoniserena-in-slytherinwierny-sam-sobieroza-gryffindorulost-in-the-darkness

Moje blogi
Blizniaczki-w-Hogwardzie
Sakura-i-Akatsuki
Historia-Hermi-i-Nicky
Sasuke-Naruto-Sakura




Szablon

Szablon wykonała
Gabrielle